ARCHIWA - Dokumenty kościelne
|
|
|
Na wstępie pragnę wytłumaczyć potrzebę tego
obszernego (choć skrótowego) opracowania. Powszechnie znane są księgi
metrykalne, zgonów i ślubów. Poszukując tych ksiąg często możemy spotkać się
z ich brakiem lub niedostępnością. To nie oznacza końca poszukiwań a jedynie
poszukiwania zaawansowane. W takich przypadkach wymagana jest większa
znajomość zasad dokumentowania działalności duszpasterskiej.
Przykład. Wiemy, że Jan Kowalski urodził się w Chocimierzu i poślubił
Annę Piotrowską urodzoną w Obertynie. Ślub miał miejsce w kościele
parafialnym w Obertynie. Poszukujemy informacji o rodzicach Jana Kowalskiego
i okazuje się, że księgi metrykalne z parafii Chocimierz zostały zniszczone.
W takim przypadku jest jeszcze wiele dróg odnalezienia imion rodziców Jana:
- Jan musiał dostarczyć odpis swojego aktu chrztu proboszczowi parafii w
Obertynie. Odpis ten został dołączony do opisu ślubu Anny i Jana.
Poszukujemy księgi ślubów parafii Obertyn.
- Poszukujemy raptularza ślubów z parafii Chocimierz. Jest bardzo
prawdopodobne, że raptularz nie został przekazany do archiwum (i poddany
brakowaniu...) oraz nie został zarekwirowany przez władze sowieckie, a jest
bardzo prawdopodobne że został zabrany przez proboszcza i przywieziony do
Polski do nowej parafii. Jeżeli tak było, najprawdopodobniej został
zachowany przez kolejnych proboszczów.
- Poszukujemy sumariusza z parafii Chocimierz zawierającego alfabetyczny
spis osób urodzonych w danym roku. Sumariusze przygotowywane były dla
biskupa i poszukujemy ich w Archiwach Diecezjalnych.
- Poszukujemy pozostałych dokumentów parafialnych, wśród których rodzice
Jana mogli zostać wymienieni z imion: księga zapowiedzi, księga bierzmowań
itp.
Wszystkie dokumenty kościelne są odbiciem bogatego życia religijnego i
społecznego mieszkańców, w dokumentach znajdują swoje odbicie wszystkie
istotne wydarzenia: wojny, powstania, zarazy, stan oświaty, sytuacja
ekonomiczna mieszkańców. |
|
|
Parafie dokumentują prowadzoną działalność
zamieszczając poszczególne informacje w księgach i teczkach. Po pewnym
okresie zarówno księgi jak i teczki odstawiane są one do archiwum
parafialnego. Księgi parafialne zawierają informacje począwszy od XVIII w.
prowadzone są ze szczególną dokładnością i starannością. W XIX w. ksiądz
proboszcz był jednocześnie urzędnikiem stanu cywilnego.
Księgi parafialne
W każdej parafii prowadzi się ich wiele. Są trzy
podstawowe księgi metrykalne: zaślubionych, ochrzczonych i zmarłych oraz
wiele innych ksiąg, jakie zobowiązany jest prowadzić każdy proboszcz. Wiele
z nich udostępnianych jest do przeglądnięcia zarówno w parafiach jak i w
archiwach. W Polsce nie ma ujednoliconego wzoru tych ksiąg. Obecnie w
parafiach używane były i są - głównie - księgi dużego formatu, drukowane
jeszcze przed II wojną, albo tuż po wojnie. Do wyjątków należą księgi
wydawane współcześnie. W większości mają one jeszcze łacińskie napisy.
Do podstawowych - z punktu widzenia genealogii -
należą:
-
Księga Zaślubionych (Liber Matrimonium, Liber
Copulatorum)
-
Księga Ochrzczonych (Liber Baptisatorum)/Księga
urodzonych (Liber Natorum)
-
Księga Zmarłych (Liber Mortuorum)
Księgi te zwane są Księgami Metrykalnymi.
Pozostałe księgi to tzw. Księgi konsystorskie. W
księgach konsystorskich gromadzone były dokumentacje działalności parafii.
Składały się na nie wszelkie dokumenty: powołania i odwołania proboszczów,
remontów, zbiórek pieniędzy, uposażeniem plebanii, i inne. Księgi te mogły choć nie musiały być
prowadzone:
-
Kartoteka parafialna, czyli status animarum
-
Księga Inwentarzowa
-
Księga Kasowa
-
Księga Zapowiedzi
-
Księga Ogłoszeń parafialnych
-
Księga Chorych i zaopatrzonych
-
Księga Bierzmowanych
-
Księga Dzieci pierwszokomunijnych
-
Księga Trzeźwości
-
Księga Posiedzeń Rady Duszpasterskiej
-
Księga Katechizowanych w szkole
oraz bardzo rzadko:
-
Księga Bractwa różańcowego
-
Księga Ofiarodawców
-
Księga Dokumentacja pomocy charytatywnej
-
Księga Księga rodzin wielodzietnych
-
Spisy ministrantów i dziewczynek ze scholi i wiele
innych
Teczki
Prócz ksiąg prowadzi się wiele teczek na różne
dokumenty bieżące:
-
Listy pasterskie i komunikaty Episkopatu
-
Listy biskupie i zarządzenia biskupa diecezjalnego
-
Teczki personalne pracowników parafii
-
Bieżąca korespondencja (przychodząca i wychodząca)
-
Rachunki bieżące
-
Dokumentacja techniczna plebanii
-
Gaz, elektryczność, telefony
Kroniki
Praktycznie każda parafia prowadzi kronikę parafialną.
Inne
-
Raptularz* (brudnopis) księgi chrztów
-
Raptularz* (brudnopis) księgi zmarłych
-
Księgi protokołów przedślubnych
-
Sumariusz** - Alfabetyczny spis ochrzczonych
-
Sumariusz** - Alfabetyczny spis małżeństw
*Raptularz, w dawnej Polsce podręczny notatnik służący
do dokonywania bieżących zapisów dotyczących spraw domowych, rodzinnych, cen
produktów, anegdot itp. W parafii raptularz był miejscem szybkiego
wpisywania danych o chrzcie lub zgonie, np. w momencie zgłasania tego faktu
proboszczowi. Później proboszcz przepisywał dane z raptularza do
odpowiednich ksiąg.
**Sumariusz (łc. summarium) dawniej wyciąg z akt,
dokumentów; skrót; spis, rejestr. W parafii sumariusz jest dokumentem
podsumowującym dany rok, przedstawiającym osoby poddane danemu sakramentowi
w porządku alfabetycznym. Sumariusze przekazywane były biskupowi. |
|
|
Księgi metrykalne zostały
zaprowadzone w Kościele katolickim w drugiej poł. XVI w. na polecenie Soboru
Trydenckiego (1545-1563). Zgodnie z duchem kontrreformacji, Sobór zalecił
prowadzenie rejestrów chrztu, które były wymagane przed udzieleniem
sakramentu małżeństwa. Jest także pewne, że niektóre parafie prowadziły
rejestry już przed zaleceniem wyższych władz kościelnych. Jednakże w starych
parafiach polskich zachowały się one zasadniczo od końca XVI w. lub od
początku wieku następnego. W roku 1614 Kościół zalecił, aby prowadzono
rejestrację wszystkich chrztów, małżeństw i zgonów. W niektórych jednak -
szczególnie wiejskich parafiach - akta chrztów, ślubów i zgonów zachowały
się dopiero od XIX w., mimo że placówki te istniały niekiedy już w
poprzednich stuleciach.
Bardzo często robiono kopię (odpis) rejestrów. Zwykle w końcu roku ksiądz
był zobowiązany zrobić kopię rejestrów i wysłać je do biskupa lub do
odpowiedniego urzędu stanu cywilnego. Jeśli więc brak odpowiednich
dokumentów w parafii, jest duża szansa, że zachowały się kopie rejestrów w
archiwach diecezji (kurii), w archiwach archidiecezjalnych, lub też w
archiwach państwowych. Niektóre polskie archiwa zostały wywiezione w czasie
drugiej wojny światowej do Niemiec i nie zostały zwrócone do tej pory.
W metrykach chrzcielnych można czasem odnaleźć nazwiska nauczycieli, o
ile w danym okresie istniała szkoła. Dziś mogą szokować lub wręcz bawić
okoliczności pojawienia się tych postaci w archiwaliach. Otóż istniał w
dawnych wiekach zwyczaj, a może przesąd, że biedny chrzestny przyniesie
dziecku szczęście. A właśnie nauczycieli uważano za biednych, więc często
ich proszono jako chrzestnych i wtedy w metryce po nazwisku notowano rector
scholae - kierownik szkoły lub cantor - jako nauczyciel śpiewu, albo też
klecha -jako pomocnik nauczyciela.
Przy wielu kościołach w dawnych wiekach znajdowały się szpitaliki czy
raczej hospicja dla biednych, bezdomnych i starszych osób. Oni także często
byli proszeni na chrzestnych - jako najbiedniejsi. W akcie chrztu po ich
nazwiskach dodawano uwagę: ex xenodochio - ze szpitala. Stąd też ze
wspomnianych ksiąg dowiedzieć się można również, gdzie istniały przytułki
(zwłaszcza dla starców), których pensjonariusze utrzymywali się zwykle z
jałmużny. Rzadko hospicja te miały jakieś fundusze z zapisów na utrzymanie
podopiecznych.
Cechą charakterystyczną większości ksiąg prowadzonych w parafiach
katolickich jest używanie dla celów rejestracji języka łacińskiego. Prócz
tego wszelkie wydawane dokumenty sporządzane były w tym języku. Wyjątek
stanowią księgi prowadzone przez te parafie na Wołyniu, które w czasie
rozbiorów leżały w Kongresówce, czyli na obszarze zaboru rosyjskiego. Do
1918 roku rejestracja prowadzona była w języku rosyjskim. Potem naturalną
koleją rzeczy język zaborców został zastąpiony polskim. Akta metrykalne z
XVII i XVIII w., pisane po łacinie, charakteryzują się dużą zwięzłością.
Natomiast od czasu powstania Księstwa Warszawskiego, na ziemiach polskich
wprowadzono zasady Kodeksu Napoleona, zgodnie z którym proboszczowie pełnili
równocześnie funkcję urzędników stanu cywilnego. Nakazano wówczas
sporządzanie duplikatów ksiąg metrykalnych - w tym czasie już prowadzonych
po polsku i to według bardzo szczegółowych formularzy. Wprowadzono wtedy
także podpisy w księgach metrykalnych, a mianowicie rodziców, świadków,
chrzestnych, nowożeńców i świadków zgonu. Na tej podstawie można się
zorientować ilu zainteresowanych i kto w tamtych wiekach umiał pisać. Na
wsiach była to bardzo rzadka umiejętność, zwykle więc tylko proboszcz
podpisywał te dokumenty. Po powstaniu styczniowym akta metrykalne były
sporządzane po rosyjsku, dotyczyło to także podpisu proboszcza, inni
natomiast podpisywali się po polsku.
Księgi parafii katolickich prowadzone były na ogół w sposób staranny i
mimo odręcznego sposobu rejestracji nie ma kłopotów z właściwą interpretacją
wpisów. Jednak od każdej reguły muszą istnieć wyjątki. Zdarzają się księgi,
których treści wpisów są dla "niewprawnego oka" po prostu niemożliwe do
odczytania. Dokumenty sporządzane w jednej z wołyńskich parafii w dodatku w
języku rosyjskim (Torczyn w pow. równeńskim), można śmiało nazwać
gryzmołami. Taki stan wpisów tłumaczyć można tym, że dokonywał ich
organista. Ponadto parafie prowadziły rejestrację w kilku egzemplarzach
ksiąg. Księgi "pierwsze" (unikatowe) i "wtóre" zawierały wpisy dokonywane
pismem kaligraficznym. Przeznaczone były dla prezentacji w trakcie wizytacji
biskupich lub dekanalnych. Księgi "trzecie" były już traktowane inaczej. Na
ich podstawie wydawane były odpisy i dlatego na marginesach aktów można było
dokonywać różnego rodzaju zapisów. W dużych parafiach prowadzono też księgi
"czwarte", które traktowano jak brudnopisy.
Przyjęło się uważać, że posiadane zasoby ksiąg metrykalnych w archiwum są
egzemplarzami ksiąg pierwopisowych (unikatów) i "wtórych". Wyjątek stanowią
księgi parafii lwowskich. Są one dla odmiany księgami "trzecimi", a może
nawet "czwartymi". Świadczy o tym charakter pisma, którym sporządzane były
akty (mało czytelny np. w parafii św. Marii Magdaleny lub św. Antoniego).
Część wpisów innych parafii, np. Matki Bożej Śnieżnej w latach 30.
sporządzona została już pismem maszynowym. Lwowskie Archiwum Miejskie
posiada kompletny zbiór ksiąg metrykalnych wszystkich parafii, łącznie z
indeksami osobowymi. Są to faktyczne księgi unikatowe. Strona ukraińska
przekazując do Polski księgi, zachowała dla siebie te "lepsze".
Wytłumaczeniem może być tylko fakt, że przekazane nam księgi posiadają na
obwolutach kartusze świadczące o tym, że dysponentem zbiorów było NKWD...
Typowa strona księgi zawiera 5÷15 aktów. Czasami z oszczędności wpisywano
więcej aktów, zawsze jednak ze szkodą dla czytelności i przejrzystości
wpisów. Akty sporządzane były pismem ręcznym.
Akta chrztu
Fakt urodzenia dziecka zgłaszał ojciec, natomiast w przypadku dziecka
panieńskiego czyniła to akuszerka, a nie matka. Akt chrztu był równocześnie
aktem urodzenia. Oprócz nazwisk chrzestnych zapisywano dwóch świadków i to
tylko mężczyzn. Jeden ze świadków był równocześnie chrzestnym, zaś żona
drugiego - matką chrzestną.
Przed samą ceremonią chrzcielną, przygotowany był projekt aktu. Dane o
imieniu (lub imionach - nie obowiązywały ograniczenia ilościowe!) dziecka
oraz dane personalne rodziców podawane były przeważnie przez chrzestnych. Im
słabiej znali rodzinę dziecka, tym większe było prawdopodobieństwo
wystąpienia pomyłek lub podania informacji wręcz nieprawdziwych.
W przypadku XIX-wiecznych ksiąg rejestrujących urodzenia i chrzty
wpisywano następujące dane:
· rok urodzenia
· dzień i miesiąc urodzenia
· dzień i miesiąc chrztu
· imię lub imiona
· dane ojca dziecka:
imię i nazwisko
zawód lub stan
imię i nazwisko jego ojca
imię i nazwisko rodowe jego matki
· dane matki dziecka:
imię i nazwisko rodowe
imię i nazwisko jej ojca
imię i nazwisko rodowe jej matki
· dane rodziców chrzestnych:
imię i nazwisko
zawód lub stan
· dane personalne kobiety przyjmującej poród lub lekarza, jeżeli poród
nastąpił w szpitalu
· dane personalne księdza udzielającego chrztu.
Należy wspomnieć, że na chrzestnych - obok wspomnianych już nauczycieli i
pensjonariuszy hospicjów-szpitalików - proszono także dość często
organistów, może nie z tego już względu, że uważano ich za biednych, że byli
zawsze niejako "pod ręką", przy kościele. Poza tym pełnili rolę podobną do
funkcji nauczyciela szkoły parafialnej, a czasem nimi równocześnie byli.
Można też mniemać, że w wypadku organistów, jak i nauczycieli mógł niejaką
rolę odgrywać motyw interesowy - stanowili oni mimo wszystko w swym
środowisku pewną "elitę" umysłową i rodzice chcieli dać potomstwu światłego
rodzica chrzestnego.
Chrzest w dawnych wiekach, jak potwierdzają to księgi, odbywał się zwykle
w następnym dniu po urodzeniu, ze względu na niebezpieczeństwo śmierci
noworodka. Chrzczono więc w kościele parafialnym w każdym dniu tygodnia, nie
jak obecnie - zasadniczo w niedziele lub wielkie święta. U bogatej szlachty
panował zwyczaj, że noworodka chrzczono najpierw w pałacu "z wody", a do-
piero po kilku tygodniach uzupełniano ceremonie w kościele, kiedy mogli się
zjechać chrzestni (niekiedy "w kilka par") i zaproszeni goście z odległych
nawet stron. W księdze chrztów notowano wtedy nie tylko nazwiska
chrzestnych, ale także dwie pary asysty i to z tytułami oraz zaznaczeniem
sprawowanych urzędów. Funkcję tę pełniły zwykłe osoby dorosłe. Kto proszony
był na chrzestnego, nie mógł się od tego wymówić - i jako ciekawostkę warto
podać - stąd był zwyczaj proszenia do tej ceremonii osoby skłóconej, aby się
z nią pojednać.
Warto wspomnieć o ustalonych przez historyków pewnych prawidłowościach
dotyczących populacji. Otóż obliczono, że w poprzednich wiekach na ok. 35
mieszkańców rodziło się w ciągu roku jedno dziecko. Stąd z liczby urodzin
dzieci w okresie jednego roku w danej miejscowości, udokumentowanej dzięki
księgom metrykalnym, można ustalić dość precyzyjnie liczbę mieszkańców -
mnożąc liczbę nowo narodzonych przez 35. Przy badaniu ksiąg zgonów z
XVII-XIX w. zauważa się, że bardzo dużo dzieci umierało przed ukończeniem
drugiego roku życia. W niektórych XIX-wiecznych wsiach, np. na ok. 92 osoby
zmarłe w ciągu 10 lat - przypadło ok. 42 dzieci przed ukończeniem dwóch lat,
co stanowiło 45 proc. ogółu zmarłych. Najwięcej niemowląt umierało w
jesieni, a najmniej w zimie. Dorośli natomiast umierali najczęściej zimą i
na przedwiośniu.
Akta zgonów
W aktach zgonów poza danymi zmarłego, podawane były dane owdowiałego
małżonka lub małżonki oraz sporadycznie imiona osieroconych dzieci.
Konsekwentnie wpisywano do treści aktu przyczynę zgonu. Podstawą
sporządzenia aktu przez duchownego było zgłoszenie zgonu wystawione przez
szpital, lub uprawnionego lekarza. W małych ośrodkach miejskich lub na
wsiach formalnym dokumentem był protokół sporządzany przez tzw. oglądacza
zwłok.
Od ostatniego ćwierćwiecza XVIII w. wprowadzono do akt zgonów zapisy o
przyczynie śmierci. Informacje były podawane przez krewnych zmarłego, a nie
przez lekarza, czy inną kompetentną osobę, stąd ich wiarygodność nie może
być duża. Jednakże dzięki tym zapisom można się zorientować, jaka była
wówczas w społeczeństwie polskim (tak na wsi, jak i w mieście) znajomość
chorób i interpretacja powodów zgonów. Np. w Opolu Lubelskim (miasto) jako
przyczyna śmierci były wymieniane następujące choroby: febra putrida -
gorączka zgniła, phtysis - gruźlica, dissenteria - dyzenteria (są powody, by
mniemać, że chodziło nie tylko o współczesne rozumienie tej choroby, ale
także np. o grypę), pustulis suffocatus - krostami, bąblami wyniszczony,
morbo contagioso - na skutek choroby zaraźliwej, tussi agressus - atak
kaszlu (dusznicy?), hydrope et ulceribus suffocatus - na skutek wodnej
puchliny (rak?) i wrzodów. Często nie podawano przyczyny, lecz tylko
informację, że śmierć była "nagła" lub "ze starości" - u osób powyżej 50 lat
(!). W Karczmiskach - czyli parafii wiejskiej - podawano w 1797 r.
następujące przyczyny zgonów: ob dolorem pectoris - z powodu bólu w
piersiach, peripneumonia affectus - chory na zapalenie opłucnej, phlegmate
suffocatus - wyniszczony (uduszony) wydzieliną dróg oddechowych, epilepticus
- chory na padaczkę, tussi laborans - udręczony kaszlem, cierpiący na
kaszel. Interesujące jest, że osoby prowadzące akta parafialne dysponowały
jednak pewną wiedzą medyczną lub przynajmniej znajomością terminologii
chorób. Są także przykłady szczególnej długowieczności, np. w Opolu
Lubelskim w 1795 r. na kilkadziesiąt osób zmarłych - jedna osoba przeżyła
102 lata, zaś trzy inne osiągnęły wiek 90, 92 i 97 lat. Przytoczone dane
świadczą, że księgi zgonów mogą być źródłem także do badań z historii
medycyny.
Zrozumiałe jest, że epidemie dżumy i cholery występowały częściej w
dużych skupiskach ludzkich, to jest w dużych miastach, niż w wioskach i
małych miasteczkach. Istnieją zapisy w księgach metrykalnych, pochodzące z I
poł. XIX w., świadczące o tym, że w wielu miejscowościach, nawet na wielu
wsiach, byli wyznaczeni "dozorcy zdrowia". Do ich obowiązków należało
zawiadamianie wójtów o wypadkach zachorowań - czyli o ewentualnej epidemii,
a to w celu wydania zakazu kontaktowania się z "podejrzanymi" o zarazę. W
miastach izolowano chorych w specjalnych szopach, zaś dostęp do nich mieli
tylko ochotnicy zaangażowani jako pielęgniarze. Tak było np. w Lublinie.
W wiekach obowiązywania na wsiach pańszczyzny (aż do 1864 r.) - jak
wskazują księgi parafialne - wymierały w znacznym procencie młode kobiety -
mężatki, w większym niż żonaci gospodarze. W I poł. XIX w. proporcja liczby
zmarłych mężatek w wieku do 21-40 w stosunku do zgonów mężów w tym samym
przedziale wiekowym wynosiła 4:1. Po zniesieniu pańszczyzny ta różnica
stopniowo zmniejszała się, co pozwala mniemać, że kobiety były bardziej
osłabione, min. na skutek odrabiania pańszczyzny, niż mężczyźni. Przy tym -
z powodu dużej śmiertelności dzieci przed ukończeniem drugiego roku życia -
jeszcze w II poł. XIX w. średnia życia ludności wiejskiej wynosiła nieco
powyżej 20 lat. Była ona znacznie niższa aniżeli w krajach Europy
zachodniej.
Mimo dużej śmiertelności dzieci przyrost naturalny ludności był
stosunkowo duży. Stąd na wsiach zachodziła konieczność podziału (i
rozdrobnienia) gospodarstw rolnych, co jednak nie uchroniło wsi przed
przeludnieniem, zwłaszcza w I pot. XIX w. W tym okresie w aktach zgonów
podawano numer domu osoby zmarłej i dzięki temu można obliczyć liczbę rodzin
mieszkających w jednym domu wiejskim. Często zdarzało się, że w okresach
kilkunastoletnich mieszkały w nim 3 lub 4 rodziny. Dopiero rozwój przemysłu
w miastach w II poł. XIX w. przyczynił się do zmniejszenia przeludnienia
wsi, na skutek odpływu młodych do pracy w fabrykach, co również zahamowało
nieco podział i atomizację gospodarstw rolnych.
Z XIX-wiecznych metryk parafialnych można wiele dowiedzieć się np. o
mężczyznach, którzy służyli w wojsku rosyjskim. Panował bowiem zwyczaj, że w
aktach metrykalnych przy nazwisku byłego żołnierza notowano niejako jego
tytuł: "żołnierz urlopowany" (obecnie: rezerwista) - zapasnyj sołdat.
Zdarzało się, że nawet w latach pokoju Polacy służący w wojsku cesarskim
umierali w szpitalach wojskowych. Jednakże wiadomość o ich śmierci docierała
do rodzinnej parafii zazwyczaj późno - po kilku, a czasem nawet kilkunastu
latach.
Akta ślubu
Formularz aktu zaślubin od czasu Księstwa Warszawskiego byt bardzo
obszerny. Oto przykład metryki z 1862 r. (z zachowaniem ówczesnej stylistyki
i interpunkcji):
Działo się w Koziegłówkach dnia 3 czerwca 1862 r. o godz. 12 w
południe. Wiadomym czynimy, ze w przytomności świadków Łukasza Flaka z
Reniszowa lat 40 i Wawrzyńca Wcisło z Cynkowa lat 80 mających -
czynszowników, na dniu dzisiejszym zawarte zostało religijne małżeństwo
miedzy Janem Sapotą młodzieńcem urodzonym i zamieszkałym w Rzeniszowie,
synem Łukasza i Franciszki z Typrów małżonków Sopotów w Rz. zamieszkałych,
lat 20 mającym, z Marianną Szczęsną panną urodzoną i zamieszkałą tu w
Markowicach, córką Jana i Franciszki z Zimniaków, małżonków Szczęsnych w
Markowicach, lat 16 i miesięcy 4 liczącą. Małżeństwo to poprzedziło trzy
zapowiedzi w dniach niedzielnych: 11, 17 i 25 maja roku bieżącego w kościele
parafialnym tutejszym ogłoszone, zezwolenie aktowi małżeństwa obecnych
rodziców zaślubionej ustnie oświadczone było. Małżonkowie nowi oświadczają,
ii umowy przedślubnej nie zawierali. Obrzęd religijny dopełniony został
przez ks. Józefa Stupińskiego wikariusza miejscowego. Akt ten po
przeczytaniu, przez nas podpisany, bo nowo zaślubieni i świadkowie pisać nie
umieją. Ks. Wojciech Kawkowski proboszcz parafii Koziegłówki utrzymujący
akta religijno-cywilne.
Warto podkreślić, że wtedy świadkami ślubu mogli być tylko mężczyźni i to
dojrzali, zwykle nawet w wieku podeszłym (np. osiemdziesięcioletni).
"Starsi" zaś, drużbowie byli tylko asystą przy ślubie - inaczej niż
współcześnie.
W treści aktu małżeństwa, poza podstawowymi danymi personalnymi
młodożeńców, umieszczano informację na temat parafii, które wystawiły
stronom odpisy aktów urodzenia. Gdy kobieta zawierająca związek była
niepełnoletnia (nie ukończyła 21. roku życia), zgodę na zawarcie małżeństwa
musiał wyrazić jej ojciec. Jego oświadczenie było umieszczane na spodzie
formularza aktu. W księgach małżeństw zachowały się także nieliczne
protokoły badań przedślubnych, które sporządzali proboszczowie, gdy strony
podjęły decyzję o zawarciu związku. Były dokumentami potwierdzającymi stan
braku formalnych przeszkód do zawarcia małżeństwa. Zawarcie związku
poprzedzone było trzykrotnym publicznym ogłoszeniem zamiaru zawarcia
małżeństwa, czyli zapowiedziami.
Dzięki temu, że w księgach zaślubin podawano miejsce zamieszkania
nowożeńców, można dowiedzieć się, że np. w II poł. XIX w. 50 proc. dziewcząt
w niektórych wsiach wychodziło za mąż za młodzieńców z innych, zwykle
sąsiednich, miejscowości. Sprawiało to, że co kilkadziesiąt lat ogromna
większość nazwisk w danej miejscowości zmieniała się. Taka praktyka min.
miała także wpływ na zdrowotność potomstwa. We wsiach bowiem, w których
wiekowym zwyczajem było "wżenianie się" we własnej miejscowości, można
niekiedy odnotować niekorzystne zjawiska zmian zwyrodnieniowych populacji -
na bazie genetycznej, na skutek zbyt bliskiego lub wielokrotnego
pokrewieństwa albo tez upośledzeń utrwalonych i przekazywanych genetycznie w
rodzinach od pokoleń.
Opierając się na aktach zaślubionych z XIX w można przeprowadzić także
badania dotyczące zwyczajów dotyczących wieku i stanu nowozaślubionych.
Ciekawą jest rzeczą, iż wdowcy zwykle żenili się z młodymi pannami, nie zaś
z wdowami Prawdopodobnie przyczyną były dzieci, których gromadkę posiadała
każda z owdowiałych stron Połączenie ich w jednej rodzinie byłoby zbyt
uciążliwe, zwłaszcza dla matki. Zachodziła obawa, ze własne potomstwo byłoby
faworyzowane, a odsuwane na dalszy plan dzieci współmałżonka oraz
prowadziłoby to nieuchronnie do dalszego rozdrobnienia gospodarstwa.
Jakkolwiek księgi metrykalne w wiekach XVI-XVIII pisane byty po łacinie,
jednakże nazwy miejscowości, nazwiska a czasem i imiona notowane były w
języku polskim.
Fakt zawarcia małżeństwa jest odnotowywany nie tylko w księdze ślubów
miejsca jego zawarcia, ale także na marginesie aktu chrztu św. w księdze
ochrzczonych. Duszpasterz, który asystował przy zawarciu małżeństwa ma
obowiązek dokonania adnotacji lub zawiadomienia o fakcie jego zawarcia tego
duszpasterza, w którego parafii nupturienci przyjęli chrzest św. Duszpasterz
miejsca przyjęcia chrztu św. ma ścisły obowiązek odnotować fakt zawarcia
małżeństwa na marginesie aktu chrztu w księdze ochrzczonych i przesłać
wiadomość o dokonaniu tej adnotacji do duszpasterza, który asystował przy
zawieraniu małżeństwa. Zawiadomienie o dokonaniu adnotacji należy dołączyć
do dokumentów zawartego małżeństwa.
Inną ciekawostką może być możliwość odtworzenia - na podstawie ksiąg
metrykalnych - pewnych ówczesnych społecznych zależności i struktur.
Proboszczowie parafii tak wiejskich, jak i miejskich dysponowali niekiedy
dość dużymi folwarkami, w których osadzone byty rodziny uprawiające daną
posiadłość O tych rodzinach można dowiedzieć się z zapisu w aktach, gdyż
przy nazwisku osadnika umieszczano adnotację ex fundo plebanali - z folwarku
plebańskiego. Zdarzało się niekiedy, ze sąsiadujący z gruntami plebańskimi
właściciel ziemski przyłączał w formie daru jakiś areał ziemi. Oczywiście
zarazem "darowywano" też tamtejszych osadników odrabiających pańszczyznę, a
więc rodzina chłopska traktowana była jak pewna "rzecz". Dopiero dzięki
Kodeksowi Napoleona przyjętemu w Księstwie Warszawskim w 1808 r chłopi
otrzymali wolność osobistą. Z ksiąg metrykalnych można również dowiedzieć
się, w których wsiach zamieszkiwała szlachta zagrodowa, która to grupa
powstała na skutek stopniowego podziału gruntów dworskich pomiędzy dzieci.
Przed nazwiskiem takiego szlachcica nie dodawano tytułu nobilis, ale
zaznaczano (po polsku), ze był gospodarzem "na własnej cząstce ziemi". Przy
nazwiskach chłopów dodawano niekiedy określenie laboriosus - pracowity, a
przed nazwiskiem mieszczan circumspectus lub honoratus - poważny bądź
poważany, "opatrzny", albo tez cieszący się szacunkiem, szanowany. Po
uwłaszczeniu po nazwisku chłopa umieszczano słowo czynszownik, co oznaczało,
iż byt płatnikiem czynszu od gruntu, a me odrabiał pańszczyzny.
Rola ksiąg metrykalnych - jako cennych i niekiedy jedynych źródeł
wiadomości historycznych, szczególnie z okresu XVII-XIX w dla małych
miejscowości - wzrasta wraz z rosnącym obecnie zainteresowaniem historią
"małych ojczyzn" rodzinnych miast wsi i parafii własną tożsamością,
korzeniami. Jednakże korzystanie z tych dokumentów wymaga ogromnej
cierpliwości, dokładności, umiejętności zastosowania wiadomości
ogólnohistorycznych, pewnego przygotowania językowego (zwłaszcza
klasycznego) oraz stworzenia swoistego "klucza" pozwalającego wyłowić,
usystematyzować i dokonać właściwego uogólnienia wyników kwerendy. A przede
wszystkim - pasji. Praca taka daje dużo satysfakcji zwłaszcza wtedy gdy uda
się natrafić na ciekawe informacje i ponadto odtworzyć na ich podstawie
pewne mało znane lub wręcz nieznane elementy historycznego spectrum danej
miejscowości czy regionu. Wertowanie starych rękopisów oprócz emocji
towarzyszących zwykle poszukiwaczom rzeczy cennych daje także odprężenie i
poniekąd uwolnienie od bolączek i kłopotów codzienności. W niektórych
miejscowościach Lubelszczyzny emerytowani nauczyciele (niekoniecznie nawet
historii) i księża, pracują nad monografiami, najczęściej szkół, ale także
miejscowości i parafii. Dzięki ich staraniom księgi metrykalne odsłaniają
wiele tajemnic czy niezauważonych dotąd faktów, zaś om sami mają poczucie
służby ważnej sprawie i przyczyniają się do wzrostu patriotyzmu lokalnego -
autentycznego umiłowania swej "kolebki" rodzimych świętości, czego przykład
daje wszak sam Chrystus (por Łk 19,41).
Na zakończenie trzeba dodać kilka uwag o samych drogocennych księgach
metrykalnych z XVII-XIX w. Na ogół są one zachowane w dobrym stanie.
Sporządzone są z papieru czerpanego, bardzo trwałego, pisane wyraźnie i to
atramentem, który wyblakł tylko miejscami. Wydaje się, że współczesne
"inkausty" nie wytrzymają takiej próby czasu. Rzadko występują uszkodzenia
ksiąg przez kornika lub grzyb. Niekiedy tylko pewien niepokój budzą warunki
ich przechowywania, np. słabo ogrzewane i zawilgocone pomieszczenia oraz
zabezpieczenie - tak przed żywiołem, jak i przed różnego autoramentu
"amatorami staroci", zwłaszcza jako towaru na rynku antykwarycznym. Przy tym
zanieczyszczenie środowiska i czas będą działać na niekorzyść tych
archiwaliów. Biorąc pod uwagę zagrożenia, jak i problem łatwiejszego
udostępnienia omawianych XVII XIX wiecznych ksiąg metrykalnych, warto może
pomyśleć o ich sfilmowaniu lub innej metodzie reprodukcji, a kopie
przechowywać w archiwach archidiecezjalnych. Tym bardziej że duplikaty ksiąg
z XIX w., których oryginały w parafiach (na skutek zdarzeń losowych)
niekiedy nie zachowały się, jakkolwiek z pietyzmem przechowywane w lokalnych
urzędach stanu cywilnego, są jednak nieco rozproszone. Zgromadzenie takich
materiałów w jednym archiwum ułatwiłoby zainteresowanym, szczególnie
historykom-regionalistom, badania i opracowanie, innych zaś zachęciłoby do
sięgania po te źródła, gdyż znikłaby konieczność kłopotliwych kwerend w
terenie.
Władysław Froch, Wiadomości Archidiecezji Lubelskiej, Memoranda, 1999, nr 2,
s. 381-389 |
| Akta parafialne z obszarów wschodnich |
|
W wyniku polityki antykościelnej
akta parafialne zostały przejęte przez władze sowieckie. Ich dalszy los nie
jest do końca wyjaśniony. Część z nich trafiła do sowieckich Urzędów Stanu
Cywilnego, niektóre po prostu spalono lub wyrzucono na śmietnik, reszta
wywieziona została w nieznane, np. z obszaru obecnej Białorusi
przypuszczalnie do Mińska lub Moskwy. Księżom repatriującym się wraz z dużą
częścią parafian, władze sowieckie pozwalały niekiedy zabrać metryki
parafialne. Niektóre księgi znaleźli parafianie na śmietnikach, inne
ratowali ze stosów przeznaczonych na spalenie. Z tych ocalałych fragmentów
tamtejszych archiwów parafialnych, przywiezionych do Polski, tworzył się w
archiwum zespół akt parafii leżących obecnie na Białorusi. Do wyjątków
zaliczyć można dłuższy ciąg ksiąg metrykalnych danej parafii czy też innych
jej akt. W większości wypadków, są to pojedyncze księgi, lub zaledwie kilka
ksiąg, jakie dało się ocalić od zniszczenia.
W wyniku podpisania umowy międzyrządowej z Ukraińską Republiką Radziecką
w sprawie przekazania dóbr kultury z obszarów, które w wyniku ustalenia
przebiegu granicy państwowej między Polską a ZSRR w sierpniu 1945 roku
znalazły się za granicą, w 1929 roku do Polski trafiły niektóre składniki
wielowiekowego dorobku narodowego, które w czasie wojny nie uległy
zniszczeniu lub rozproszeniu. Do dóbr kultury zaliczono również księgi
rejestracji aktów stanu cywilnego, które sporządzane były w trybie
rejestracji wyznaniowej (w urzędach parafialnych), jak też księgi stanu
cywilnego obejmujące rejestrację aktów dla wyznania mojżeszowego. W zasadzie
przekazano wówczas tylko niektóre księgi lwowskich parafii
rzymskokatolickich oraz większość ksiąg z izraelickich urzędów metrykalnych
ze Lwowa, Tarnopola i Stanisławowa oraz miejscowości leżących na terenach
województw, których miasta te były głównymi ośrodkami. Niestety, z przyczyn
politycznych ówczesne władze państwowe nie podpisały odpowiednich porozumień
z rządami Litewskiej i Białoruskiej SRR. W wyniku tego księgi rejestracji
stanu cywilnego z obszarów północno-wschodniej Polski, które po wojnie
znalazły się poza naszymi granicami, nie zostały zwrócone. Była to pierwsza
ze "ścieżek", którymi księgozbiory napływały po zakończeniu wojny.
Drugi nurt powstał przy okazji przesunięcia w latach 1945-1956
wielomilionowych mas ludności zmuszonych opuścić Kresy. Ich nowym miejscem
osiedlenia stały się obszary Dolnego Śląska, byłych Prus Wschodnich oraz
Pomorza Gdańskiego i Szczecińskiego. W kierunku odwrotnym przemieszczane
były, m.in. w związku z tzw. Akcją "Wisła", grupy ludności wyznania
grekokatolickiego (unici), w przeważającej większości narodowości
ukraińskiej. Mimo wyraźnego zakazu władz sowieckich, proboszczowie lub ich
zastępcy przemycali często z narażeniem życia księgi, obrazy, cenne naczynia
liturgiczne oraz inne przedmioty kultu, chroniąc je przed pewnym
zniszczeniem, grabieżą lub profanacją. Spora część szczęśliwie dotarła do
Polski. W niektórych nowo erygowanych parafiach na tzw. ziemiach
odzyskanych, prowadzono bieżącą rejestrację stanu cywilnego w starych
księgach jeszcze do 1948 roku! Podobnie traktowano kler unicki czy też
duchownych prawosławnych. Gdy wraz z wiernymi opuszczali Polskę, zmuszani
byli do zdawania ksiąg i przedmiotów związanych z praktykami religijnymi.
Na podstawie zarządzenia Ministerstwa Administracji Publicznej z dnia
11.08.1949 r. (Dz.U. MAP z 1949r. Nr 38, poz.268), z początkiem lat 50.
rozpoczął się proces przekazywania kresowych ksiąg kościelnych do tworzącego
się Archiwum Zabużańskiego przy warszawskim Urzędzie Stanu Cywilnego. Proces
przekazywania trwał około 3 lata i faktycznie - dzięki inercji machiny
urzędniczej i cichemu oporowi kleru - tak naprawdę nigdy nie został
zakończony. Administracja kościelna obawiała się, że księgi te zostaną po
prostu zniszczone. Do dnia dzisiejszego docierają sygnały, że niektóre
parafie na Opolszczyźnie i w Małopolsce przechowują księgi metrykalne z
Kresów. Niedawno okazało się, że księgi niektórych parafii z b. woj.
wołyńskiego zachowały się w zbiorach archiwalnych KUL w Lublinie |
|
|
Dokumenty kościelne dostępne są
w następujących miejscach:
- Archiwa Diecezjalne i Archidiecezjalne
- Archiwum Zabużańskie - nie udostępnia zasobów w ogóle. Archiwum
Zabużańskie jest jednym z bardziej znanych krajowych zbiorów archiwalnych.
Aktualnie wchodzi w skład stołecznego Urzędu Stanu Cywilnego. Nazwa nadana
temu archiwum jest kontrowersyjna i nieprecyzyjna. Sugeruje bowiem, że
zbiory pochodzą z obszarów ziem leżących w sąsiedztwie Bugu. A przecież
Podwołoczyska, Horodenkę, Kosów, Tłumacz czy Kołomyję dzieliły od Bugu
setki kilometrów...
- Archiwum Akt Dawnych
- Parafie
|
|
|
W archiwach (m.in. Archiwum
Zabużańskim) znajdują się oprócz ksiąg metrykalnych parafii katolickich
również zbiór ksiąg prowadzonych w parafiach ewangelicko-augsburgskich.
Należą do nich księgi parafii protestanckich związanych z tradycją
luterańską. Ryt kalwiński reprezentują księgi kościoła
ewangelicko-reformowanego, a także odrębnych zborów: baptystów i menonitów
oraz mniejszych odłamów protestantyzmu (ewangeliczni chrześcijanie). Księgi
te - poza Lwowem i Stanisławowem - należały do parafii leżących na terenach
Wołynia.
Prócz Śląska Cieszyńskiego, niektórych powiatów w Wielkopolsce i Pomorza,
na terenie województw wołyńskiego i lwowskiego zamieszkiwało przed wojną
najwięcej osób narodowości niemieckiej. Przybycie na te ziemie ich przodków
powodowane było koniecznością opuszczenia stron rodzinnych z powodu
prześladowań religijnych w XVII wieku (np. menonici z Holandii i Niemiec), a
także w poszukiwaniu lepszych warunków życia (bieda i głód po długotrwałych
wojnach religijnych w księstwach niemieckich).
Habent sua fata libelli (łac. także księgi mają swoje losy). Niejako
ubocznym skutkiem paktu Ribbentrop-Mołotow stało się przesiedlenie w połowie
1940 roku niemieckich protestantów z polskiej części Wołynia na tereny
Wielkopolski, którą hitlerowcy zaanektowali i traktowali jako część składową
Rzeszy (Warthegau lub Wartheland). W tej sytuacji księgi tych parafii
ewangelickich znalazły się w Poznaniu, pod zarządem okręgowej
Landessippenstelle (filia Sippenamt für Ostdeutsche Rückwanderer -
organizacji ds. niemieckich repatriantów ze Wschodu), organu administracji
hitlerowskiej, który współdziałał z policją polityczną i bardzo dbał m.in. o
"czystość rasową" obywateli.
Parafie ewangelicko-augsburskie
Księgi tych parafii znalazły się na początku lat 40. w Poznaniu po
ześrodkowaniu ludności ewangelickiej na obszarze Wielkopolski, którą
przewieziono tu z Wołynia. Akty sporządzane były w języku niemieckim
(starsze roczniki), później zaś po polsku. Niektóre parafie, leżące w
zaborze rosyjskim (Rożyszcze w pow.równeńskim, Włodzimierz, Łuck czy Neudorf
w pow.brzeskim od 1935 roku na cześć Prezydenta II RP zmieniono na Mościce),
prowadziły jeszcze do 1919 roku wpisy cyrylicą.
Poza księgami rodzajowymi, które zawierały rejestry urodzeń, małżeństw i
zgonów, przechowywane są jeszcze księgi konfirmacji. Obrzęd konfirmacji miał
dla chrześcijan-ewangelików wielkie znaczenie. Konfirmanci (młodzież w wieku
14-18 lat) stawali się odtąd pełnoprawnymi członkami wspólnoty kościelnej.
Ceremonię poprzedzała nauka katechizmu, egzamin i publiczne wyznanie wiary.
Wpisy do ksiąg charakteryzują się wielką dbałością, były spisane bardzo
czytelnym, kaligraficznym liternictwem łacińskim. Jedynie w przypadku
lwowskiej wspólnoty ewangelickiej w archiwum przechowywane są księgi wtóre.
W Archiwum Zaburzańskim znajdują się także księgi nietypowe. Zaliczyć do
nich można dokumenty prowadzone przez kościoły protestanckie innych rytów,
doktrynalnie różniących się od wyznania luterańskiego:
· zboru baptystów:
parafie w:
- Kołowercie w pow.równeńskim,
- Rożyszczach w pow. łuckim,
· zboru ewangelicznych chrześcijan:
parafia w Mirosławce w pow.łuckim,
·zboru menonitów (tereny woj.lwowskiego):
parafie w:
- Ehrenfeldzie w pow.żółkiewskim,
- Horożannie w pow.rudeckim,
- Neuhofie w pow.gródeckim,
- Kiernicy w pow.rawskim.
Dość interesująca jest sprawa ksiąg menonickich z Kiernicy. Kilka lat
temu za sprawą podjętych poszukiwań dokumentów w tych księgach, pracownicy
archiwum nawiązali bardzo ciekawy kontakt ze wspólnotą menonicką, obecnie
zamieszkującą w amerykańskim mieście Butterfield w stanie Minnesota. Jej
członkowie wydają swoją lokalną gazetę "Along the Galician Grapewine", którą
regularnie nadsyłają. Większość z nich lub ich przodków wywodzi się właśnie
z Kiernicy, którą opuścili jeszcze przed I wojną światową. Z kolei gdy
sięgać jeszcze głębiej okazuje się, że ich praprzodkowie przybyli w XVII
wieku na tereny Galicji z niemieckojęzycznych kantonów Szwajcarii i
zachodniego Tyrolu. Widocznie zachowała się dobra pamięć o tamtych czasach,
skoro ci ludzie chcą nadal podtrzymywać kontakty i dzielić się wieściami ze
swojej wspólnoty.
W zbiorze ksiąg zabużańskich zupełnie przypadkowo znalazły się także
księgi z parafii, które położone były poza granicami Polski (w granicach do
1939 roku):
· z Litwy - parafie w Wilkowyszkach (Wyłkowyszkach), Mariampolu i Kalwarii,
· z Łotwy - parafia w Windawie (obecnie Ventspils).
Wśród tych ksiąg znalazły się w Poznaniu w czasie wojny również księgi
rzymskokatolickiej parafii w Machlińcu w woj.lwowskim. Treść wpisów
sugeruje, iż miejscowość ta w większości zamieszkana była przez osadników
niemieckich. Przenosząc w 1940 roku ludność uznano, że wszystko co
niemieckie nie jest warte pozostawienia na Wschodzie i dlatego
zakwalifikowano również te księgi do przewiezienia do Rzeszy. Z drugiej
jednak strony kto wie, czy gdyby zostały pozostawione na miejscu, uszłyby
cało z wojennej zawieruchy...
W kościołach protestanckich dzieciom nadawane były przeważnie typowe
imiona niemieckie, choć wpisy do ksiąg lwowskich i stanisławowskich
zawierają także imiona katolickie lub słowiańskie, co może świadczyć o
istnieniu tendencji asymilacyjnych.
Parafie prawosławne
Księgi tego odłamu chrześcijaństwa zajmują w Archiwum Zabużańskim
najmniej miejsca. Dotyczą przede wszystkim parafii z obszaru województw
poleskiego oraz lwowskiego, tarnopolskiego i wołyńskiego. Siedziby parafii z
Polesia dziś znajdują blisko granicy z Polską po stronie białoruskiej. Przed
wojną należały do diecezji warszawsko-chełmskiej.
Do końca lat 20. akty w księgach sporządzane były równolegle cyrylicą i w
języku polskim. Potem tworzono już dokumenty wyłącznie po polsku (księgi
parafii warszawskich zawierają wpisy cyrylicą do września 1915 roku;
wcześniej w treści aktów zapisywano daty w kalendarzu juliańskim i
gregoriańskim oraz imiona w brzmieniu - wpierw - rosyjskim, potem polskim -
w nawiasie). "Dwujęzyczność" zapisów powodowała, że obok imion związanych z
tradycjami chrześcijańskiego Wschodu, występowały ich łacińskie
odpowiedniki: Faddiej = Tadeusz, Foma(s) = Tomasz, Matwiej = Maciej,
Wassilij = Bazyli, Zinowij = Zenobiusz, Miefodij = Metody, Kiryłł = Cyryl,
Iłłarion = Hilary, Ipatij = Hipacy, Tierientij = Terencjusz, Ioann = Jan,
Stiepan = Stefan/Szczepan, Jewgienij = Eugeniusz, Jewstachij =
Eustachy/Eustachiusz, Dorofij = Doroteusz, Fiodor = Teodor, Grigorij =
Grzegorz, Kławdia = Klaudia, Paraskowija = Paraskewa, Warwara = Barbara,
Irina = Irena, Sofija = Zofia. Staroruska tradycja do imion dzieci dodawała
imiona ich ojców w formie przymiotnikowej. Dodawanie tych imion zwane
otczestwem praktykowane jest w Rosji, Białorusi, Bułgarii i Serbii do dziś.
Ściśle wiąże się z tradycjami i wpływem prawosławia na tych obszarach.
Osobnym zjawiskiem było powstawanie na przełomie XVII i XVIII wieku nazwisk,
które tworzone były od męskich imion "przy okazji" otczestwa np.
Fiedotow/-a, Mikulin/-a, Iljuszyn/-a, Jakowlew/-a, Ipatiew/-a. Prawosławie,
szczególnie na Kresach Wschodnich, wprowadziło także do kultury
ogólnopolskiej imiona typowe dla swojej tradycji i kalendarza związanego z
kultem świętych: Jurij/Gieorgij = Jerzy, Władimir/Wołodymir = Włodzimierz,
Nikołaj = Mikołaj, Wiera = Wiara/Wera, Nadieżda = Nadzieja, Ljubow = Miłość.
Z kolei Tamara, Dymitr, Borys, Natalia, Nina, Oleg, Tatiana (=Tacjana) to
imiona, które weszły do ogólnopolskiego krwioobiegu kulturowego, zachowując
przy tym swoją formę oryginalną.
Tylko nieliczne księgi parafii prawosławnych z Kresów (większość z
parafii w Polsce centralnej) po 1949 roku trafiły do Warszawy. Księgi te
były w tym okresie praktycznie wyłączone z obiegu. Dopiero w połowie lat 60.
USC Warszawa-Śródmieście rozpoczął akcję przekazywania ksiąg właściwym
miejscowo urzędom stanu cywilnego na terenie kraju. Księgi 12 parafii, z
których 11 znalazło się po wojnie poza granicami, znajduje się dziś w
archiwum. Zbiór ksiąg z terenów przedwojennej diecezji warszawsko-chełmskiej
przekazano do ówczesnego Wydziału Spraw Wewnętrznych Urzędu Wojewódzkiego w
Białymstoku, który z kolei przesłał je do urzędów stanu cywilnego w
miejscowościach będących znaczącymi skupiskami wyznawców prawosławia: w
Nurcu-Stacji, Mielniku, Czeremsze i Dubiczach Cerkiewnych. Tak samo księgi
parafii z centrum Polski trafiły do właściwych urzędów stanu cywilnego.
Parafie grekokatolickie (unickie)
Księgi parafii unickich w Archiwum Zabużańskim przechowywane były do
początku lat 80. Ze względu na nikłe zainteresowanie tymi dokumentami
zdecydowano, że całość tego zasobu przejęta zostanie przez Państwowe
Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie. Aktualnie w zbiorach zabużańskich
znajduje się kilkanaście roczników ksiąg z 2 parafii (Krasne i Nowosiółka w
pow.skałackim woj.tarnopolskiego), które przez przypadek zostały włączone do
ksiąg parafii rzymskokatolickich.
KSIĘGI WYZNAŃ NIECHRZEŚCIJAŃSKICH
Izraelickie urzędy metrykalne
Drugą obok katolickich znaczącą pod względem ilościowym część zbiorów
Archiwum Zabużańskiego stanowią księgi rejestracyjne religii mojżeszowej.
Pochodzą z południowo-wschodnich Kresów z obszarów byłych województw:
lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego. Stricte są to księgi stanu
cywilnego w dzisiejszym rozumieniu prawa.
Prowadzone były przez upoważnionych urzędników, którzy w trybie
rejestracji świeckiej dokonywali czynności rejestracyjnych. Generalnie akty
były sporządzane w języku polskim, choć część starszych wpisów dokonywana
była jeszcze po niemiecku.
Tradycja żydowska w zakresie nadawania imion była odmienna od uwarunkowań
chrześcijańskich (brak kultu świętych). Imiona wiążą się z silnym
przywiązaniem żydów do zasad swojej religii i kultury. W przypadku mężczyzn
- odnoszą się do przymiotów Jedynego Boga Jahwe: Je(ho)szua = Jozue (imię to
nosił Jezus Chrystus) = Bóg zbawia, Mik(h)ael = Michał = Któż (jest taki)
jak Bóg. Zresztą wiele późniejszych imion tradycji chrześcijańskiej wywodzi
się ze Starego Przymierza: Maria, Józef, Elżbieta, Szymon, Kleofas, Jakub,
Bartłomiej, Marta, Anna/Hanna, Jan, Joachim, Adam, Ewa, Mateusz czy Daniel.
Mimo to w księgach lwowskich i stanisławowskich można często natrafić na
zapisy świadczące, że dzieciom, szczególnie ze środowisk inteligenckich -
bardziej podatnych na asymilację, nadawane były imiona typowo
chrześcijańskie.
Charakterystycznym rysem zapisów w księgach urodzeń jest bardzo duża
ilość rejestracji tzw. dzieci nieślubnych (w Małym Roczniku Statystycznym za
1936 rok podano, że z ogólnej ilości rejestracji dzieci pozamałżeńskich aż
15,8% to dzieci żydowskie). Ponieważ cywilne prawo państwowe nie uznawało
rejestracji wyznaniowej mozaizmu, którą prowadziły urzędy rabinackie,
rodzice dzieci pozostających bez "ślubu cywilnego" nie byli traktowani jak
małżeństwo. Czasem w dziale dotyczącym danych matki dziecka podawano, że
jest "rzekomą" lub "rytualną" małżonką. Dlatego bardzo często dzieci były
uznawane za "legalne" dopiero po cywilnym ślubie rodziców, który mógł być
zawarty nawet wiele lat po ich urodzeniu. Takie rozwiązanie prawne
obowiązywało w zaborach rosyjskim i austro-węgierskim. W latach
międzywojennych również ustawodawstwo polskie nie wprowadziło zmian w tym
zakresie.
Zgodnie ze zwyczajem, dzieciom nadawano imiona po upływie 7 dni od daty
urodzenia. W urzędach rabinackich rodzice okazywali nowo narodzone dzieci,
zaś wyznaczeni przez gminę wyznaniową mężczyźni dokonywali obrzezania
chłopców. Pisemne świadectwo rabina lub kogoś ze starszyzny gminnej, kto
uczestniczył w rytuale (np. sandeka lub szkolnika - osoby uczącej w jesziwie
= szkole religijnej) było formalnym dokumentem wydawanym dla dokonania wpisu
w cywilnej księdze urodzeń. W księgach małżeństw, w przeciwieństwie do ksiąg
chrześcijańskich, określano stan cywilny stron zawierających małżeństwo
jako: wolny/wolna. Mogło to oznaczać: kawaler/panna lub
rozwiedziony/rozwiedziona. Prawo mojżeszowe dopuszcza bowiem rozwiązanie
małżeństwa przez rozwód.
Stan obecny
Dodać wypada, że aktualne Prawo o aktach stanu cywilnego w niektórych
rozwiązaniach nawiązuje do przedwojennych przepisów regulujących rejestrację
stanu cywilnego dla wyznań niechrześcijańskich.
Licznie zachowane stare roczniki ksiąg posiadają oprawy złożone z kilku
klejonych warstw grubej tektury dodatkowo obłożonej zdobionym płótnem lub
papierem. Rogi obwolut posiadają metalowe okucia chroniące księgi przed
mechanicznymi uszkodzeniami, co było istotne w razie upadku (niektóre
woluminy z racji zawartości przekraczającej nieraz 2000 tysiące aktów
zapisanych na grubym, kredowanym papierze dużego formatu, mają wagę
10÷15kg). Na większości ksiąg zachowały się skórzane grzbiety, niektóre zaś
posiadają kompletną oprawę za skóry. Tłoczone litery i ornamenty wypełnione
były niekiedy złotą farbą. Poza tym brzegi kart posiadają barwienia, które -
gdy księga jest zamknięta - tworzą oryginalne, tęczowe wzory. Strony wpisów
w większości ksiąg są sznurowane i by uwiarygodnić treść wpisów, na końcu
ksiąg opatrzone lakowymi pieczęciami. Na kartach ksiąg parafii
rzymskokatolickich odnotowywane były wizytacje biskupów i dziekanów.
Księgi prawosławne również posiadają adnotacje o wizytacjach kościelnych
dostojników. Także oni zostawiali odciski swoich urzędowych pieczęci. Każda
parafia miała swoją urzędową pieczęć, którą przystawiano na kartach
kończących poszczególne roczniki. Na ostatnich stronach ksiąg urzędów
izraelickich znajdują się protokoły o zamknięciu księgi, opatrzone lakową
pieczęcią starostwa (organu nadzoru). Niektóre z tych pieczęci zachowały się
w bardzo dobrym stanie i mogą świadczyć o bardzo wyrobionym smaku
artystycznym i zdolnościach tworzących je rzemieślników.
Księgi kresowe dokumentują także tragiczne dzieje naszego narodu w trakcie
obu wojen światowych. W księgach zgonów parafii, szczególnie z terenów
województwa stanisławowskiego za lata 1915-1918, znajdują się akty żołnierzy
rosyjskich o czysto polskich imionach i nazwiskach (parafia w Ludwikówce w
pow.kołomyjskim prowadziła ewidencję grobów wojennych), którzy polegli w
trakcie działań wojennych. Z kolei wpisy zgonów żołnierzy austro-węgierskich
dają wiedzę o składzie etnicznym tej armii - poza Polakami i Austriakami
występują także dane zmarłych Węgrów, Chorwatów, Czechów, Słowaków (np. w
księgach parafii w Czortkowie, Tarnopolu wpisywane były dane zmarłych w
miejscowych lazaretach). Byłoby rzeczą bardzo ciekawą dotrzeć do rodzin
poległych w celu ustalenia, czy mają świadomość miejsca, gdzie znajdują się
dokumenty stwierdzające śmierć ich bliskich...
Osobny rozdział to wpisy w księgach izraelickich. W czasie "pierwszej
okupacji" sowieckiej w okresie od października 1939 roku do czerwca 1941,
większość aktów sporządzona została w języku ukraińskim. Okupacja
hitlerowska wprowadziła z kolei do urzędów język niemiecki. Mimo grozy życia
w gettach, które naziści tworzyli nawet w małych ośrodkach miejskich, a
także świadomości istnienia obozów zagłady (ludność getta lwowskiego,
składającego się z mieszkańców miasta i okolic, została w pierwszej
kolejności przeznaczona do wywiezienia do Majdanka, Treblinki i Sobiboru) i
"dołów śmierci", do końca - w niektórych miejscowościach praktycznie do
sierpnia 1942 roku - ludzie, którzy mieli świadomość nieuchronności swojego
losu, starali się prowadzić normalne życie. Zachowały się wpisy rejestrujące
narodziny dzieci i zawierane małżeństwa... |
|
|
Prześlij inne ciekawe materiały
KONTAKTY |
|