| III Ogólnopolski Spływ
Genealogów W ostatnią niedzielę (18.VI) zakończyła się I
odsłona spływu trwająca w dniach 14-18.VI. Rzeka Wda, znana już niektórym z
I Spływu Genealogów, cicha, spokojna płynąca w większości przez Bory
Tucholskie. W środę (14.VI) tablica przy ulicy Polnej w Czarnej Wodzie
wskazywała przybywającym miejsce spotkania.

Nieduża działeczka, oddalona od ulicy w cichej, spokojnej
okolicy była wspaniałym miejscem na pierwszy, zapoznawczy wieczór.

Środa, dzień roboczy a więc odległości, które musieli
przebyć większość ze spływowiczów spowodowały, że niektórych witaliśmy po
północy. Oczekiwania umilaliśmy konsumowaniem smacznej karkówki z grilla.
popijanej chłodnym Calsbergiem ze Staszka piwniczki.

Pierwsze rozmowy, poznania i bajery Zbyszka, który chociaż
nie mógł uczestniczyć w spływie ale wraz z Adamem (Prezes Pomorskiego TG)

odwiedzili nas w pierwszy wieczór. Po spokojnym śnie
budzimy się spragnieni rzeki. A więc mycie, kawka (niektórzy
lekarstwo-piwko, sza..).

Robimy zdjęcie pamiątkowe wszystkich 19 uczestników.

Pakowanie, co na kajak a co na samochód, który będzie nam
dowoził sprzęt i namioty i spacerkiem na przystań skąd startujemy. Po drodze
w miejscowym sklepiku zakupy prowiantu, napojów i na rzekę.

Słońce praży. Płyniemy spokojnym nurtem, często łącząc
kajak, rozmawiając, bawiąc się, opowiadając kawały i chłodząc się napojami.

z ciągnionej za kajakiem siatki wędkarskiej.

Zdarza się, że napoje dają swoje znaki a więc brzeg i
szybko pod górkę, za drzewko

Po południu dobijamy do biwaku w Czarnem, gdzie kończymy
pierwszy etap. Pole biwakowe ładnie urządzone z WC, małym barkiem i grillem
nad ogniskiem.
Rozbijamy namioty

Mała, chłodząca kąpiel w rzece

Kolacja z grilla przy ognisku. Wspólne kiełbaski, pieczony
chlebek, jakiś napój chłodzący

Po krótkim wieczorze rozrywkowym, zmęczeni I etapem szybko
zasypiamy. Piątkowy ranek (16.VI) wita nas ciepłym słoneczkiem a więc,
kawka, śniadanko, zwijanie namiotów, pakowanie i na rzekę

Pogoda, jak zapewniał Staszek, zapewniona przez
organizatora, sprawdza się w 100%. Łączymy kajaki i dajemy się nieść
spokojnemu nurtowi Wdy

Co chwilę się obracamy zawadzając którymś zewnętrznym
kajakiem o brzeg. Dobrze bo opalenizna będzie równa. Korzystamy więc z
pogody i grzejemy się na słońcu

Nie częste przeszkody omijamy jak starzy kajakowicze

W połowie etapu, jak zwykle przerwa na kawkę i zupki
chińskie. Niektórzy ten czas wykorzystują by załapać trochę cienia

Meta etapu przy leśniczówce Młynki. Bardzo dobrze
urządzony biwak. WC, prysznice i nawet jazda konna. Kupa spływowiczów.
Znajdujemy wolne miejsca na namioty

Pogoda dała nam się dzisiaj we znaki . Pozytywnie co widać
po kolorze skóry Staszka.

Jak zwykle małe grillowanie z pozostałości wspólnych
kiełbasek. Jakieś piwko Czy mały drink i spać. Ranek sobotni (17.VI). Jak
zwykle, mycie, śniadanko, pakowanie i na rzekę. Trasa bardziej urozmaicona.
A to wystające, lub ukryte pale po starym moście

czy zwalane przez nadrzecznych drwali drzewa
powodują, że musimy bardziej uważać by dopłynąć do mety całym kajakiem.
Płyniemy wspólnie z dumnymi łabędziami, które potrafią nam towarzyszyć przez
jakiś czas 
Wśród przepięknie, słonecznie kwitnących o tej porze
tataraków

Te złote barwy wśród zielonych brzegów rzeki tworzą
niezapomniane kolory krajobrazu.
Przerwa na śniadanko we wiosce Wda. Zakupy w pobliskim sklepie. Lody, zimne
napoje i po kilometrze Wdecki Młyn. Pierwsza i jedyna w tym spływie
przenoska (50 m) kajaków.
Targamy więc kajaki na miejsce biwakowania i jako pierwsi na polu biwakowym
zajmujemy duży zadaszony stół

I całe szczęście gdyż wieczór straszy nas deszczem.
Odchodzimy więc od daszku na zmiany by nie zajęły go nam następne
przybywające grupy.
Jedni na spacer do Wdy, inni nad prześliczne jezioro Kochanka zwane inaczej
Świtezią Kociewia. Byłem, zrobiłem zdjęcie a „Switezianka” to tylko,
Paulinka

Ostatni już, niedzielny ranek Pobudka skoro świt.
Śniadanko, jajeczka
i dzisiaj wcześniej na rzekę.
Ostatni etap a trzeba przecież dojechać do domu. Wszak jutro do pracy.
Płyniemy lasami, cień, chłód. Wspaniale odpoczywamy po trzech upalnych
dniach.
Po trzech godzinach leśniczówka Żurawki. Kajaki na brzeg

Ostatnie wspólne zdjęcie, zadowolonych, szczęśliwych, choć
zmęczonych ciepłą pogoda podczas całego spływu, uczestników

Mikrobusami do Czarnej Wody gdzie na Staszka działce
czekają strzeżone przez firmę ochroniarską samochody.

Jedni w drogę do domów. Wszak jutro do pracy. Inni po
świeże pstrągi do pobliskiej hodowli.
Cześć, buźka, buźka ….i do zobaczenia na następnym spływie. |