|
|
Eksterminacja Narodu Polskiego
i Kościoła Rzymskokatolickiego przez ukrainskich nacjonalistów w
Małopolsce Wschodniej w latach 1939 - 1945 Wstęp do ksiazki ks.
Józefa Wołczańskiego "Eksterminacja narodu polskiego i Kościoła
Rzymskokatolickiego przez ukraińskich nacjonalistów w Małopolsce
Wschodniej w latach 1939 - 1945". Materiały zródlowe, cz. I.
Druga wojna światowa zapoczątkowała proces całkowitej zmiany w
układzie sił społeczno-politycznych, narodowych i kościelno-religijnych
na południowo-wschodnich Kresach II Rzeczypospolitej. Początkowo
zjawisko to uzewnętrzniało się w formie kolejnych okupacji niemieckiej i
sowieckiej oraz ich faz, aby osiągnąć swe apogeum w postaci
eksterminacji polskiego społeczeństwa z rąk ukraińskich nacjonalistów.
Ostatecznym dopełnieniem była ekspatriacja ludności z ówczesnej
sowieckiej Ukrainy Zachodniej na tzw. Ziemie Odzyskane. W ramach
postępujących zmian, należy również odnotować zainicjowaną wówczas - a
trwającą kilkadziesiąt lat do chwili rozpadu Związku Sowieckiego erę
zaniku struktur organizacyjnych lokalnego Kościoła rzymskokatolickiego,
martyrologię duchowieństwa i wiernych oraz świadomą dewastację świątyń
ze strony zmieniających się okupantów. Bez obawy błędu wolno wyrazić
pogląd o bezprzykładnej w skali sześciowiekowej historii archidiecezji
lwowskiej eskalacji zbrodni, prześladowań, zniszczeń a zwłaszcza niemal
totalnej likwidacji społeczeństwa polskiego, wywołanych 1 IX 1939 r., a
trwających do późnych lat 80-tych XX stulecia. Według paktu Ribbetrop -
Mołotow z 23 VIII 1939 r. granica wpływów okupantów Niemiec i Związku
Sowieckiego miała przebiegać wzdłuż linii Narew - Wisła - San. Ustalenia
te uległy zmianie wskutek nowej rzeczywistości wywołanej sowiecką
inwazją 17 IX 1939 r. na Polskę. Na mocy nowego niemiecko-sowieckiego
traktatu „o granicach i przyjaźni" zawartego w Moskwie 28 IX 1939 r.
linia demarkacyjna pomiędzy obu państwami biegła odtąd wzdłuż rzek: Pisy
- Narwi - Bugu - Sanu. Wskutek tego aktu prawnego, m.in. cała Małopolska
Wschodnia, a więc tym samym archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego,
weszła w skład Związku Sowieckiego. Fakt ten przypieczętowały fikcyjne,
przeprowadzone w atmosferze terroru, wybory 22 X 1939 r. do lokalnego
Zgromadzenia Ludowego. Dnia 27 października tego roku Zgromadzenie
Ludowe Zachodniej Ukrainy ogłosiło włączenie obszaru Małopolski
Wschodniej zwanej wówczas Zachodnią Ukrainą w skład Ukraińskiej SSR, a 1
listopada tego roku Prezydium Rady Najwyższej ZSRR wcieliło Zachodnią
Ukrainę do Związku Sowieckiego. Niebawem, bo 29 XI 1939 r. dekretem
Prezydium Rady Najwyższej ZSRR nadano polskim obywatelom z terenu
Zachodniej Ukrainy sowieckie obywatelstwo. Okres tzw. pierwszej okupacji
sowieckiej trwał od 17 IX 1939 r. do 22 VI 1941 r., czyli do decyzji
hitlerowskich Niemiec o wejściu w stan wojny ze Związkiem Sowieckim.
Niemiecki Drang nach Osten pociągnął za sobą okupację wojskową
nieprzyjaciela w Małopolsce Wschodniej do początków stycznia 1944 r.
Obszar ten na mocy rozporządzenia Adolfa Hitlera z 17 VII 1941 r. został
włączony do Generalnego Gubernatorstwa jako Distrikt Galizien. W tym
samym okresie z Niemcami współdziałali ukraińscy nacjonaliści prowadząc
na szeroką skalę eksterminację polskiego narodu. Załamanie hitlerowskiej
ofensywy na Wschodzie pociągnęło za sobą nawrót wojsk i władzy
sowieckiej na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej; od stycznia 1944r,
rozpoczęła się druga okupacja sowiecka, uwieńczona definitywnym
wcieleniem Kresów Wschodnich do Związku Sowieckiego. W zmieniającej się
jak w kalejdoskopie mapie stref okupacyjnych archidiecezja lwowska
doświadczyła tragicznego w skutkach zjawiska jakim był ukraiński ruch
nacjonalistyczny, korzystający z protektoratu Niemiec hitlerowskich.
Jego przywódcy zmierzali do utworzenia struktur samoistnej ukraińskiej
państwowości. Ale w realizacji tych planów istniała zasadnicza
przeszkoda, a mianowicie obecność polskiego społeczeństwa na Wołyniu i w
Małopolsce Wschodniej. W celu wymuszenia na nim opuszczenia tych
terenów, ukraińscy nacjonaliści podjęli zakrojoną na szeroką skalę akcję
czystek etnicznych prowadzoną również na obszarze archidiecezji
lwowskiej. Pojedyncze ekscesy przeradzające się z upływem czasu w
eksterminację narodu polskiego rozpoczęły się właściwie od jesieni 1939
r., aby osiągnąć swe apogeum w latach 1943-1945. Cele i zamiary
ukraińskich nacjonalistów w całej pełni oddaje tajna dyrektywa
terytorialnego dowództwa Ukraińskiej Powstańczej Armii - Piwnicz z
czerwca 1943 r. [...] Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji
polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać
ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od
16 do 60 lat (....) Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba
osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych
masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi [...]. W ślad za
eksterminacją ludności polskiej szła akcja usuwania materialnych
przejawów jej obecności w myśl rozkazu OUN z 9 II 1944r: [...]
Likwidować ślady polskości. a) Zniszczyć wszystkie ściany kościołów i
innych polskich budynków kultowych, b) Zniszczyć drzewa przy
zabudowaniach tak, aby nie pozostały nawet ślady, że tam kiedykolwiek
ktoś żył (ale nie niszczyć drzew owocowych przy drogach), c) do 21 XI
1944 roku zniszczyć wszystkie polskie chaty, w których poprzednio
mieszkali Polacy. Zwraca się uwagę raz jeszcze na to, że jeżeli
cokolwiek polskiego pozostanie, to Polacy będą mieli pretensje do
naszych ziem. W hierarchii planów eksterminacyjnych na jednym z
czołowych miejsc znajdowało się duchowieństwo rzymskokatolickie, jako
ostoja życia religijno-narodowego polskiego społeczeństwa w
zróżnicowanej etnicznie populacji ówczesnego Dystryktu Galicji. W
przekonaniu nie pozbawionym zresztą słuszności ukraińskich
nacjonalistów, likwidacja polskich kapłanów i zniszczenie świątyń
obrządku łacińskiego obliczona była na złamanie ducha oporu Polaków,
identyfikujących zwłaszcza na Kresach II Rzeczypospolitej wartości
religijne z narodowo-patriotycznymi. Tak więc ofiarą masowych mordów
padło w latach 1939 -1945 łącznie 35 kapłanów archidiecezji lwowskiej, a
16 innych doświadczyło różnorodnych szykan i cierpień. Szacunki liczbowe
strat ludności cywilnej z rąk ukraińskich nacjonalistów dla obszaru
Distrikt Galizien nie zostały dotąd rzetelnie ustalone, ale wolno je
sytuować w wysokości kilkudziesięciu tysięcy ofiar.
Przedmiotem niniejszej publikacji jest zagadnienie eksterminacji
ludności polskiej i Kościoła katolickiego archidiecezji lwowskiej
obrządku łacińskiego przez ukraińskich nacjonalistów podczas II wojny
światowej. Problem faktyczne ten nie doczekał się w polskiej
historiografii do tej pory solidnych badań naukowych, bowiem pozostaje
on w cieniu zagłady Wołynia. Chociaż ukazywały się sporadycznie
informacje na ten temat w literaturze historycznej, miały one charakter
wyłącznie przyczynkarski bądź wspomnieniowy; dopiero ostatnio zaczęły
pojawiać się pierwsze rezultaty zaplanowanej na szerszą skalę prac
badawczych. Archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego terytorialnie
mieściła w granicach Małopolski Wschodniej złożonej z trzech województw:
lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego na południowo-wschodnich
rubieżach II Rzeczypospolitej. Według danych statystycznych z 1939 r. do
Kościoła rzymskokatolickiego należało 1 079 108 wiernych, w
przeważającej większości narodowości polskiej. Pod względem
administracji kościelnej, archidiecezja obejmowała 28 dekanatów i 416
parafii. Skład personalny duchowieństwa na dzień 5 XI 1939 r. zamykał
się wielkością rzędu 805 kapłanów. W latach II wojny światowej zarówno
liczba wiernych jak i duchowieństwa ulegała zmianie już to wskutek
napływu uciekinierów do centralnej Polski, już to wskutek eksterminacji.
Na czele lokalnego Kościoła stał od 1923 r. arcybiskup metropolita dr
Bolesław Twardowski (1864-1944), wspomagany od 1933 r. przez biskupa
pomocniczego - dr Eugeniusza Baziaka (1890-1962). Podeszły wiekiem i
schorowany metropolita zmarł 22 XI 1944 r. we Lwowie jeszcze przed
zakończeniem działań wojennych, ale zanim to nastąpiło, wystarał się u
Piusa XII o koadiutora z prawem następstwa. Nominacja ta miała miejsce 1
III 1944 r. dla bp. Baziaka. Faktyczne rządy w archidiecezji lwowskiej
objął on 22 XI 1944 r., czyli w dniu śmierci metropolity. W rządach
archidiecezją uczestniczyła również Kapituła Metropolitalna, licząca w
1939 r. dziewięciu kanoników gremialnych. W dotychczasowej literaturze
przedmiotu przyjęto za początek eskalacji mordów ludności polskiej na
omawianym obszarze - w tym duchownych rzymskokatolickich - przełom lat
1943/1944. Jednak przypadki zabójstw Polaków ze strony ukraińskich
nacjonalistów zdarzały się już wcześniej. I tak jedną z pierwszych ofiar
ukraińskich nacjonalistów był Józef Janas (1919 -1939), alumn Seminarium
Duchownego we Lwowie, a równocześnie student III roku teologii
Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Zamordowany został we wrześniu
1939r Z biegiem czasu pojedyncze zrazu zabójstwa większości
przeistoczyły się w masowe mordy, obejmując z jednakowym okrucieństwem
zarówno polską ludność cywilną, jak też funkcjonariuszy państwowych i
duchowieństwo rzymskokatolickie.
W świetle badań źródłowych nie ulega wątpliwości, iż nasilenie
krwawych porachunków Ukraińców z Polakami nabrało tempa po wybuchu wojny
niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 r. W tym kontekście już w sierpniu
tegoż roku doszło do spotkania lwowskiego metropolity łacińskiego abp.
Bolesława Twardowskiego z metropolitą greckokatolickim abp. Andrzejem
Szeptyckim. Arcybiskup rzymskokatolicki prosił swego rozmówcę o
interwencję na rzecz położenia kresu fali masowych mordów ukraińskich
nacjonalistów popełnianych na ludności polskiej. Ten jednak wyraził
wówczas swoją bezradność, gdyż sprawcy owych ekscesów nie okazywali
posłuszeństwa pasterzowi cerkwi greckokatolickiej. Poruszony wówczas
problem powrócił z nową siłą w 1943 r. Wówczas to abp Twardowski, 30 VII
1943 r. skierował pierwszy list do. metropolity Szeptyckiego w nadziei
na jego pomoc w zażegnaniu krwawych wydarzeń na terenie archidiecezji
lwowskiej Pismo to zapoczątkowało dłuższą wymianę listów trwającą między
obu hierarchami do 8 III 1944 r. Charakterystyczny jest ton, a nade
wszystko poziom argumentacji, używany we wspomnianych pismach. Abp
Szeptycki odpowiadając 18 VII 1943r. metropolicie Twardowskiemu przesłał
mu dwa listy pasterskie traktujące o jego reakcji na ówczesne
wydarzenia; prawdopodobnie były to: Nie zabijaj z 21 XI 1942 r. oraz
posłanie do duchowieństwa i wiernych greckokatolickiej archidiecezji
lwowskiej z 10 VIII 1943 r. Domagał się zarazem od metropolity lwowskiej
rzymskokatolickiego Lwowa bądź innych polskich biskupów analogicznych
dokumentów, [...] które osądzały i łacińskiej archidiecezji lwowskiej w
duchu kultywowania i pogłębiania zasad wiary oraz moralności
katolickiej. Tego typu taktyka przyniosła nader pozytywne owoce; był
zatem pewien, że wierni należący do lwowskiego Kościoła lokalnego nie
mogą być obarczani winą za rzekome zbrodnie względem Ukraińców, tak
duchownych, a tym bardziej świeckich. Głosem pełnym bólu dodawał :[...]
Jakże więc w takich warunkach wyglądałby mój apel do prześladowanych,
wylękłych moich diecezjan o zaprzestanie mordów na wiernych obrządku
greckokatolickiego, gdy jednocześnie nie kto inny, ale właśnie oni sami
niepewni dnia ani godziny są tępieni i mordowani. Wasza Ekscelencja
razem ze mną widzi równie dobrze zło i grozę obecnej chwili i nie
wątpię, że widzi także różnicę w położeniu bratnich narodów
zamieszkujących tę ziemię [...]. Nie omieszkał zapewnić Szeptyckiego o
podjęciu wszelkich dostępnych środków w religijnym oddziaływaniu na
wiernych, aby ci mimo wydarzeń wojennych nadal kierowali się
ewangelicznym przykazaniem miłości Boga i bliźniego. Tym razem abp
Szeptycki nie krył irytacji. W liście z 15 XI 1943 r. zawarł swego
rodzaju summarium dotychczasowych wątków poruszanych w korespondencji z
abp. Twardowskim. Przede wszystkim zaprzeczył jakoby w rozmowie z
metropolitą łacińskim Lwowa w 1941 r. ten apelował doń o zaangażowanie
na rzecz zahamowania mordów ukraińskich na Polakach. Odnosząc się z
kolei do masowej eksterminacji Polaków na Wołyniu, jakkolwiek nad nią
ubolewał, to zaraz dodawał, iż poprzedziły ją [...] bardzo liczne
zabójstwa ukraińców [sicl] tylko dlatego, że byli ukraińcami [sicl] na
Wołyniu, Lubelszczyźnie, Chełmszczyźnie i w okolicach Leżajska. Ta
zdumiewająca wypowiedź poprzedzała kolejny wywód o charakterze
polemicznym w stosunku do poruszonych dotąd kwestii przez abp.
Twardowskiego. Mianowicie abp Szeptycki zakwestionował skojarzenie,
jakoby mimo wydania listu pasterskiego Nie zabijaj, jego przesłanie nie
dotarło jak wykazały do wszystkich adresatów, bowiem nie identyfikują
się oni z systemem wartości wyznawanych przez unickiego metropolitę. Z
tego, jego zdaniem wypływał wniosek, jakoby uznawał on za sprawców
masowych mordów polskiego społeczeństwa właśnie Ukraińców, grzeszących
nieposłuszeństwem względem swego pasterza. Z nieskrywaną pełną irytacji
pasją, ale również przestrzegały przed nienawiścią względem ukraińskiej
ludności. Żądał również zamieszczenia wspomnianych wyżej swoich
wypowiedzi w polskim tłumaczeniu na łamach "Gazety Lwowskiej". Zanim abp.
Twardowski zdążył zareagować otrzymał kolejny list podpisany przez abp.
Szeptyckiego z 13 IX 1943 r. Tym razem władyka niejako odbijając piłkę
przystąpił do kontrataku, oskarżając Polaków o zamiary popełnienia
szeregu morderstw politycznych na gruncie lwowskim z polecenia
podziemnych organizacji warszawskich. Co więcej przytaczał przykłady z
chełmszczyzny i Podlasia mówiących o rzekomych kilkuset ofiarach po
stronie ukraińskiej, jakie padły z rąk polskich. Na koniec stawiał
retoryczne a zarazem ironiczne pytanie o tryb postępowania Ukraińców
zagrożonych eksterminacją oraz apelował o [...] publiczne ostrzeżenie i
osądzenie polityki nienawiści, z której wypływają tak liczne i głośne
zbrodnie [...]. Na tego typu swoistą impertynencję, metropolita
Twardowski zareagował w swym długim wywodzie dnia 15 X 1943r. Nie
omieszkał na wstępie przypomnieć interlokutorowi pierwszej swojej
interwencji z sierpnia 1941r. i ówczesnej jego zdawkowej reakcji, a
potem kolejnego pisma z 30 VII 1943 r. Dodawał, iż aktualnie mordy
dokonywane na kapłanach i katolikach świeckich, jakich widownią stała
się archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego, [...] przekroczyły już
granice jednostkowej zemsty czy też osobistych prywatnych lub
politycznych porachunków [....], a ich skala była przerażająca. Autor
listu przytoczył nazwiska kilkudziesięciu kapłanów zamordowanych przez
ukraińskich nacjonalistów oraz tyleż samo pośpiesznych ewakuacji z
parafii zagrożonych zbrojnymi napadami. Zdementował jednocześnie jako
kłamliwe wyjaśnienia ze strony ukraińskiej, jakoby sprawcami były „obce
bandy", gdyż jak wykazały nawet dochodzenia nieprzyjaźnie nastawionych
względem Polaków władz niemieckich, winą za masowe mordy należy obarczyć
miejscową ludność ukraińską. Jednocześnie abp Twardowski przypomniał
metropolicie Szeptyckiemu naczelne zasady jakimi się kierował przez
dwadzieścia lat swojego pontyfikatu, a mianowicie oddziaływanie na
kapłanów i wiernych sarkazmem pisał: Nie przeczę, że między
grekokatolikami są i tacy, którzy nie słuchają głosu swego biskupa. Ale
czy Ekscelencja sądzi, że wszyscy łacinnicy są tak dobrzy, ze już nie
potrzebują publicznego ostrzeżenia ze strony ich arcypasterza? Czy tak
niewinnymi i idealnie dobrymi mieliby być i członkowie partii
rewolucyjnej Drobnera i Wasilewskiej, albo ci katolicy łacińskiego
obrządku, którzy tak licznie zapisywali się jako Volksdeutsche? Muszę
bardzo stanowczo zastrzec się przed przypuszczeniem, którym tchnie cały
list waszej Ekscelencji, że zabójstwa polaków [sic!] to dzieło ukraińców
[sic!]. To przypuszczenie równie nieprawdziwe i niesłuszne jak byłoby
przypuszczenie, że wszystkie zabójstwa ukraińców [sic!] są dziełem
polaków [sic!]. W kompletnym chaosie obecnej chwili wszystkie najgorsze
elementa wysuwają się na wierzch i hulają. W statystyce zabójstw sądzę,
że bardzo poważne miejsce zajmują zabójstwa rabunkowe, a księża łacińscy
mają w ogóle reputację ludzi zamożnych, Napad na plebanię dla bandytów
wydaje się korzystniejszym i lżejszym niż na inne domy. Bezkarnie
działają w kraju partyzani [sic!] bolszewiccy, bandy żydowskie,
agitatorzy rewolucyjnych polskich organizacji z Warszawy, którzy się w
swoich organach chwalą nawet zabójstwem polaków [sic!]. Prawdopodobnie w
wielu wypadkach działają porachunki osobiste, może najczęściej w sferze
leśniczych. Od długiego szeregu lat jest nienacjonalna, ale socjalna
nienawiść między tymi, którzy za kradzież karzą, a drzewa nawet
sprzedawać nie chcą. Są w kraju bandy różnych dezerterów i wszędzie
mnóstwo zwyrodniałych jednostek sadystów, którym potrzeba ludzkiej krwi.
Cały , ponury kalejdoskop zabójstw. W zakończeniu listu abp Szeptycki
podważał przekonanie met. Twardowskiego o braku winnych wśród łacinników
za rzekome mordy na Ukraińcach, ponownie przywołując [...] długie
szeregi zabitych ukraińców [sic!], obciążając także, odpowiedzialnością
Volksdeutschów i podziemne polskie organizacje za działania
antyukraińskie. Zaapelował wreszcie do adresata listu o wysiłek na rzecz
napominania katolików obrządku łacińskiego ozaprzestanie przelewu krwi.
Nieprzejednana, pełna uprzedzeń, sarkazmu a nawet oportunizmu postawa
Szeptyckiego, musiała zniechęcić met. Twardowskiego do kontynuacji
wymiany listów. W tej sytuacji zdobył się on na jedno jeszcze pismo,
datowane 8 III 1944r. Po zamieszczeniu w nim katalogu ofiar spośród
duchowieństwa i wiernych oraz rejestru opuszczonych parafii a nawet
całych dekanatów pozbawionych pieczy duszpasterskiej, autor ograniczył
się jedynie do prośby o nakazanie greckokatolickim księżom spożycia
Najświętszego Sakramentu zdewastowanych na skutek napadów kościołach
rzymskokatolickich.
Ks. Józef Wołczański |